wtorek, 31 maja 2016

z anioła i diabła

-Ty jesteś dziwna! Dziwoląg!-Krzyczała jedna dziewczyna w stronę blondynki.
Dziewczyna miała oczy jak niebo czasem kolor oczów zmieniał się w krwistoczerwony. Miała blond włosy, które wychodziły jej za ramiona. Grzywka opadała na jej czoło. Delikatną twarzyczka wyrażała smutek, lecz po chwili spojrzała pustym wzrokiem na dziewczynę. Blondynka nazywała się Snawel.
Dziecko, które przezwało ją miała rudawy blond i włosy do ramion. Niebieskie oczy, które zawsze wyrażały pustkę. Ona nie była sirotą tak jak Snaw. Dlatego jej dokuczała.
-Nie jestem żadnym dziwolągiem!-Krzyknęła Snaw, a jej oczy zabłysły złowrogim blaskiem. Tina, bo tak miała na imię blondynka, przez chwile się wystraszyła, lecz nie dała po sobie tego poznać.
-Jesteś nie nienormalna!-Krzyknęła ponownie Tina.-Nie jesteś taka jak ja!-Snaw zaśmiała się. Jej oczy świeciły na czerwony, a w nich było wyczuć mróź i żąda mordu. Tina zrobiła krok do tyłu.
-Na całe szczęście. Jestem normalna jak wszyscy. To ty jesteś dziwna.
Na jej słowa niebo zasłonili czarne chmury, a z zaciśniętych dłoni Tiny było wyczuć mróź.
-Masz racje. Jestem czarodziejką, a ty zwykłą mugolką!-Podkreśliła ostatni wyraz. Otworzyła dłoń z niej pojawiły się zamarznięte odłamki szkła. Powędrowali w stronę Snaw. Uchyliła się przed nimi, a jej oczy zapłoniły płomienie i to dosłownie.
-Mówisz do mnie, że jestem dziwna, a sama jesteś nie lepsza.-Powiedziała spokojnym głosem Snaw. Oczy zmienili się w odcień błękitu.
Snaw miała tako nadprzyrodzoną czynność, że umiała się opamiętać w odpowiedniej chwili.
-A teraz wybacz, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać.- Powiedziała to tak jak prawdziwa dama.
*
Weszła do domu dziecka. Nie cierpiała tego miejsca. Nie da rady wytrzymać tu nie całe 7 lat! Gdy weszła do swojego 'pokoju' skoczyła na łózko leżąc na nim. Ukryła twarz w poduszczę i przymknęła oczy. Myślała nad swoim życiem, lecz po chwile usłyszała ten piskliwy głos opiekunki. Snawel czuła obrzydzenie do tego głosu, który był naprawdę sztuczny, ale ta babka musi jakoś zarabiać. Pomyślała dziewczyna.
-Snaw, chodź na kolacje!- Zawołała ją opiekunkę. Dziewczyna jeszcze mocniej wepchała twarz w poduszkę.
-Nie mam ochoty!-Krzyknęła, ale nie można było słyszeć tego zdania, bo wyszło tylko mamrotanie. Opiekunka zawsze miała problemy z tym dzieckiem. Nigdy jej nie słuchała, nigdy nie mówiła prawdy. Chodź nigdy opiekunka się nie domyśliła, że kłamała. Była w tym mistrzem. Po kilku godzin było już po dwudziestej drugiej więc postanowiła kłaść się do łóżka.
Obudziło ją stukanie w okno. Zawsze w tym pomieszczeniu dobiegali różne odgłosy. Raz tak samo było, ale rano, gdy się obudziła zobaczyła, że to gałązka z drzewa stukała w okna. Otworzyła z niechęcią oczy i popatrzyła w okno. W okno stukała sowa, która patrzyła bursztynowymi oczami w nią. Śnieżnobiała sowa oczekiwała. Snaw podniosła się z łóżka i podeszła do okna.
-Co ty tam trzymasz sówko?-Zapytała siebie. Otworzyła okno, a sowa wleciała do pokoju. Po kilku kółkach zrobionych w powietrzu usiadła na ramieniu dziewczynki. Snaw popatrzyła na jej dzióbek. Trzymała tam kopertę i to dość dużo. Położyła dłoń, a ona natychmiast dała jej list. Pogłaskała sowę i popatrzyła na kopertę. Była zapieczętowana czerwono pieczęcią. Dziewczyna porwała ją i zobaczyła napis:
Hogwart
SZKOŁA Magi i Czarodziejstwa
DYREKTOR: Rowrom Potheron
( wynalazca leku na eliksir trucizny, potężny mag, mistrz w szachach,
Szanowna Panna Crints:
Z przyjemnością oświadczamy, że została Panna przyjęta do Szkoły Magi i Czarodziejstwa.
Dołączamy listę niezbędnych rzeczy do nauczanie się w pierwszym roku.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy odpowiedzi już niedługo. Odwiedzi Pannę jeden z nauczycieli i razem udacie się, by zakupić potrzebne materiały.
Dołączamy także bilet na peron 9 i 3/4,
Z wyrażeniem szacunku:
Betha Winotherion
Zastępca dyrektora
Snaw patrzyła na to z niedowierzaniem, a jednak ta szkoła istnieje. Jedyne co ją posmuciło to, że nie zna nikogo  tych osób, które są napisane w liście.
***
-Tak bardzo się ciesze, że ją znalazłeś syny.-Uśmiechnął się ojciec jednego z rodziny czarodziei czystej krwi. Coraz mniej było rodzin czystej krwi, więc chłopak, który miał na imię Matt bardzo często oceniał krew. Nie był zadowolony, że ojciec kazał mu znaleźć wybrankę, lecz odszukanie jej zajęło mu około 2 lata. O dziwo dziewczynką okazała się Snawel Crints. Ucieszył się z tego, ponieważ nie chciał, by była to psiapsiółka Tiny- jednej uczennicy, która chodziła z nim do klasy. Na szczęście chłopak miał kilka podpowiedzi co do odnalezienia wybranki. Teraz, tylko czekał, aż jej powie, że to on odnalazł ją. O dziwo dziewczynka nie miała namiaru co zezłościło chłopaka, ponieważ sam tak chciał.
Matt miał kasztanowe włosy postawione do góry, które utrzymywał żel do włosów. Chłopak bardzo dbał o swój wizerunek. Oczy miał koloru niebieskiego. Miał iść w to lato do szkoły w Howardzie, a tak to chodził razem z Tiny i Snawel do 4 klasy w mugolskiej szkoły.
-Nie ma problemu. Ojcze, a dlaczego ona jest sirotą?-Zapytał, był bardzo ciekawski i zawsze chciał wiedzieć co się dzieje, i nigdy nie chciał być w takiej sytuacji, że nie wie o co chodzi.
-Nikt tego nie wie. Na szczęście ministerstwo nie wie, że ona jest wybranką.-Ojciec uśmiechnęła się do niego, a chłopak odwzajemnił uśmiech. Po chwili wybrali się na Pokątną.
***
Puk, puk.-Było słychać pukanie do drzwi. Snaw ruszyła, ponieważ wiedziała kto to. Otworzyła drzwi i zobaczyła czarodziejkę. Miała siwe włosy i była ubrana w mugolskie ciuchy.
-Dzień dobry.-Przywitała się Snawel.
-Ach witaj Snaw. To co gotowa?- Zapytała ją miłym głosem.
-Tak, jest!-Krzyknęła Snaw na co parsknęła śmiechem, a z nią nauczycielka.
-Jestem Fimta Oshon. Może wiesz co to jest Hogwart? -Dziewczyna tylko pokiwała głową na co profesor uśmiechnęła się. I poszli.

-Na początku chodźmy do banku Gringotta.- Ruszyli przed siebie. Dziewczyna rozglądała się cały czas dookoła siebie. Zmieniło się, nawet dużo. No cóż, przecież była wojna. Nie zauważyła nawet, gdy profesor odtworzyła drzwi i weszli do banku. Rozejrzała się i wysłuchiwała jak gobliny skrobią coś na papierze. Podeszli do biurka , które stało na środku sali.
-Tak?-Zapytał goblin profesor podniósł swój wzrok na nią, a następnie skierował swój na Snaw.
-Chciałbym, by ta młoda panna wypłaciła trochę pieniędzy ze swojej skrytki.
-Jak się nazywa?
-Snawel Crint, proszę pana.- Dodała szybko dziewczynka. Nie lubiła, gdy ktoś przedstawia ją, kiedy ona stoi przy tej osobie.
-Crints? A na pewno to skarbiec Crints. Ten skarbiec jest bardzo dobrze chroniony, więc...
-Jestem Snawel Crints, więc proszę mnie zaprowadzić do mojej skrytki.-Nakazała Snaw co zdziwiło goblina.
-Jak panna chce, ale jeśli panna nie jest tą Crints biada temu kto się pcha do nie swojego majątku.- Snaw nic sobie z tego nie robiła, ale po chwili pomyślała, co by było, gdyby to nie ona była to Crints, ale przecież, gdy ją znalezioną była karteczka jak się nazywa.
Dotarli do skrypty. Snaw wysiadła z powozu, i ruszyła w stronę drzwi. Chwyciła za klamkę, a one się odtworzyła. Nagle zabłysnęło zielone światło i dokładnie ją przeanalizowało. Przymknęła oczy, a po chwili poczuła pieczenie na prawym policzku. Otworzyła oczy i dotknęła miejsca, które ją piekło. Zobaczyła na swoim palcu krew.
-A jednak panna jest Crints i właśnie została naznaczona jako głowa rodu, więc może panna korzystać ze swojej skrytki.- Podszedł do niej i wyjął dłoń do dziewczyny.- Oto pierścień rodu Crints, anioła i diabła.- Pierścień był cały ze złota,  ozdabiało go koło, które było z białego złota, a na około, była otoczona czerwonymi szmaragdami. Na nim znajdował się obrazek ze skrzydłami diabła. Na szczęście pierścień zamienił się w naszyjnik co zdziwiło i ja i goblina.- Widać, że przedmiot zmienia się razem z właścicielem.- Teraz trzymała naszyjnik ze złota, a na nim zwisało kółko z białego złota, jak poprzednią było otoczone szmaragdami o kolorze czerwonym jak krew. Tym razem na obrazku było w połowie skrzydła diabła, a w połowie skrzydła anioła.-Jest panna potomkiem wielkiego diabła i wielkiej anielicy. - Pojawił się czarny napis, Snawel Crints.
-Dobrze nie mamy już czasu.- Szybko powiedziała profesor Oshon, gdy się ocknęła. Całą sytuacje oglądała z tyłu.- Proszę weź kilkanaście monet i idziemy.- Snaw weszła do skrytki i rozejrzała się wokół.
Wszędzie było złoto, skarby i pieniądze. Na przeciw jej było lustro zobaczyła, że krew spływa jej po policzku. Starła ją ręką i zobaczyła kształt gwiazdy. Podeszła bliżej i zobaczyła, że gwiazda robi się czarna. Odwróciła się i wyciągnęła worek. Włożyła tam kilka garści galonów i rozejrzała się. Te wszystkie skarby należą do niej? Aż sama nie mogła w to uwierzyć. Wyszła ze skarbca. Rana na policzku była czarna, a krew znikła też z jej dłoni.
-Jedziemy?-Zapytała ją profesor, a ona pokiwała jedynie głową, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Wsiedli do wagonika i ruszyli zakupić różdżkę.
-Poczekam tu w środku.-Powiedziała kobieta, a Snaw weszła do sklepu i rozejrzała się po sklepie. Prawie wszędzie były półki,a one byli zapełnione, aż do sufitu pudełkami, a w nich trzymane różdżki.
-Dzień dobry!-Powiedziała radośnie Crints. Za regału wyszedł zgarbiony mężczyzna z okularami na nosie. Uśmiechnął się do niej i także przywitała się z nią.
-Szukam dla siebie różdżki, czy znajdę coś tu dla mnie?-Uśmiechnęła się słodką. Staruszek spojrzał na jej policzek, od razu powiększyły mu się oczy.
-Oczywiście.-Wy chrapał mężczyzna i ruszył w stronę półek, a po chwili wrócił trzymając kilka pudełek.-Może najpierw ta.-Podał jej różdżkę, a przedmiot zniknął i pojawił się w pudełeczku.-Nie to nie.-Wyszeptał staruszek, wtedy zaczął się zastanawiać jako różdżkę jej dać.-Może panna wybierze sama?-Zapytał, ona pokiwała głową i ruszyła przez półki dotykając każdego pudełeczka palcem. Właściciel sklepu szedł za nią oglądając dokładnie co robi. Snaw usłyszała szmery z niskiej półki, a następnie usłyszała szepty. Uklęknęła i dotknęła pudełka, które się szarpało. Sprzedawca też to usłyszał i zrobił to samo. Crints dotknęła palcem pudełko, a one się uspokoiło. Wzięła delikatnie pudełko i je otworzyła. Znajdowała się tam różdżką o kolorze czerwonego różu.
-Jedenaście cali, włos zwierzchnika i magiczny kamień węgla. Dobry wybór.-Powiedział starzec, a Snaw uśmiechnęła się. Słyszała jak różdżka szepcze do niej słowa, aby je wzięła. Snaw zrobiła to i poczuła, że przedmiot do niej przemawia.
-Dziękuje i nie pożałujesz swojego wyboru.-Snaw uśmiechnęła się, a  w tym samym czasie zaświeciła złotym brokatem, a na końcówce różdżki było wyryte jej imię i poszła, by zapłacić za ten magiczny patyk, gdy drzwi do sklepu się otworzyli, a do sklepu weszła Tina. Nie rozpoznała Snawel, co ucieszyło dziewczynę. Nie dlatego, że jej się bała, lecz to, że nie chciała psuć sobie dnia. Tina patrzyła na nią i myślała, że zna to dziewczynę
-Kim jesteś?-Zapytała w końcu Tina. Dziewczyna podała monety sprzedawcy i odwróciła się.
-Serią nie poznajesz?-Zapytała z kpiącym uśmiechem. Podziękowała i pożegnała się z panem, i porzuciła Tine z jej myślami. Na dworze czekała na nią nauczycielka
-Możemy już iść.-Powiedziała Snaw i poszli zakupić resztę rzeczy.
¤¤¤¤
Oto pierwszy rozdział! Do zobaczenia na kolejnym opowiadaniu. Bye!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za wszystkie komentarze